... „to książka obrzydliwie i zatrważająco polska. Po polsku uboga, przaśna, nędzna!”. Bzdury! Może nie ma w niej zachwytu nad polskością i polskim etosem, ale niby dlaczego miałby tu być? To książka o wspinaczce, a nie studium patriotyzmu. A o wspinaczce mówi w ujmująco prosty, bezpretensjonalny i pozbawiony niepotrzebnej wzniosłości sposób. Autor zręcznie prowadzi nas przez pierwsze zatrważające próby wspinaczkowe i kursy, wejście w środowisko (na szczęście – wrocławskie!), po wyjątkową atmosferę klubu wysokogórskiego (nie to co u nas, co?) czy prace na wysokościach (te znikające w niewiadomy sposób elementy konstrukcji budynków, które nigdy nie zostają odnalezione na ziemi). Zobaczymy tu życiorys wspinaczkowy, jakich wiele - bez wielkich przejść, honornych wspinaczek, mrożących krew w żyłach przygód czy oszałamiających sukcesów. Tę pozorną zwyczajność obficie okraszono solidną i smaczną porcją anegdot (wiadomo oczywiście, która jest najbardziej znana), opowieści mniej i bardziej błahych oraz małą dawką głębszych refleksji. Dystans, skromność, niesamowite poczucie humoru, lekkie pióro i piękna, także wspinaczkowa, polszczyzna to wyróżniki tej pozycji.
PS. Dla bardziej obeznanych ze środowiskiem wydawców literatury górskiej i stałych bywalców wszelkich przeglądów smaczkiem będzie niewątpliwie epilog do wydania drugiego. Można by rzec, tak się należy bawić i tak nie należy robić interesów
"Prostowanie zwojów", Tomasz Hreczuch, wydanie II poszerzone, Stapis 2009.
Dlaczego góra, która
pierwszy raz została zdobyta prawie 80 lat wcześniej, wzbudzała tyle emocji i
stała się celem najwybitniejszych wspinaczy?
W okresie międzywojennym alpiniści zaczęli pokonywać
północne ściany alpejskich gigantów. Ostatnim nierozwiązanym problemem
pozostawała ponadtysiącmetrowa ściana Eigeru, szczytu w szwajcarskiej części
masywu. Żądne sensacji media dodatkowo podsycały atmosferę wokół jej pierwszego
przejścia i motywowały potencjalnych pogromców ściany wizjami sławy i światowej
kariery.
Pierwszej próby dokonali dwaj wspinacze w 1935 roku. Na
skutek nagłego załamania pogody zginęli jednak w ścianie, zamarzli w miejscu,
które odtąd nosi nazwę Biwaku Śmierci. Kolejni śmiałkowie pojawili się w
Grindelwaldzie rok później. Byli wśród nich Bawarczycy Toni KurzAnderl
Hinterstoisser oraz Austriacy Edi
Rainer i Willy Angerer, których
wspinaczka i jej tragiczne zakończenie stały się jedną z najtragiczniejszych
górskich historii. i
Film w reżyserii Phillipa
Stölzla dość wiernie opisuje to, co wydarzyło się w północnej ścianie. Po
nieudanej próbie duetu Sedlmayer–Mehringer z 1935 roku wprowadzono zakaz
wspinaczki Eiger. Mimo tego, dwa zespoły – Kurz–Hinterstoisser i Angerer–Rainer,
korzystając z dobrej pogody, rozpoczynają wspinaczkę. Początkowo wszyscy posuwają
się szybko, ale wypadek jednego z Austriaków spowalnia ich zespół. W obliczu
nadchodzącego załamania pogody i pogarszającego się stanu jednego z alpinistów
mężczyźni łączą swoje siły i już razem pokonują trudności. Zgodnie z zasadą każdego alpinisty, według której partnera
nie zostawia się nawet wtedy, gdy jest bryłą lodu, zgodnie podejmują
decyzję o odwrocie, by ratować rannego w wyniku kamiennej lawiny Angerera.Wtedy właśnie zaczyna się tragedia... Nie
mogąc pokonać najtrudniejszego miejsca na drodze – trawersu, wybierają jedyne
logiczne rozwiązanie – zjazd w linii prostej na dół. Niestety, znajdują się
wtedy w pułapce. Na uwięzionych w trudnym terenie spada lawina, z której cało
wychodzi jedynie Kurz. Jest jednak
uwięziony w miejscu, do którego nie mogą dotrzeć ratownicy. Zwisa na linie poza
ich zasięgiem…
Jej świadkiem jest młoda dziennikarka Luisa, zakochana w Kurzu.
Jej postać, całkowicie fikcyjna, posłużyła reżyserowi do pokazania nastrojów
panujących w dolinie podczas próby zdobywania ściany. Luisa fotografuje żądne sensacji tłumy gapiów zebrane wokół lunet,
komentujące każdy krok alpinistów i oczekujące widowiskowej tragedii.
Historia próby zdobycia północnej ściany Eigeru została
tutaj także przedstawiona jako część walki o wizerunek Niemiec – media oraz
władze chciały pierwszych pogromców ściany uczynić bohaterami narodowymi i
podkreślić w ten sposób siłę faszystowskiego kraju i wyższość rasy aryjskiej. Dwóch bawarskich alpinistów kreowani są na bohaterów
narodowych, podkreśla się ich obojętny stosunek do władzy i hołdowanie
tradycyjnym wartościom. Wyraźnie w filmie przeciwstawiono ich Austriakom –
niesympatycznym, przebiegłym i nieprofesjonalnym,
oddanym partii.
Faszystowskie Niemcy dostały swoich bohaterów rok później, kiedy czterej
wspinacze, do których należał Heinrich
Harrer, pokonało okrytą złą sławę Ścianę Śmierci. Harrerowi wyczyn ten
umożliwił wyjazd na Nanga Parbat, zwaną też niemiecką górą, który stał się
początkiem innej dobrze znanej historii, opisanej w książce „Siedem lat w
Tybecie”.
Choć obraz Stölzla
zawiera sporo przekłamań, ciągle pozostaje jednym z najciekawszych filmów o
górach, jakie do tej pory nakręcono.
Gdy wiele lat temu Krzysztof Wielicki ruszał ze swoją zimową
wyprawą na K2, śledziłam w telewizji każdą relację przed „Teleexpresem”. Już
wtedy, choć to całkiem dawno było, znałam odpowiedź na każde konkursowe pytanie,
historia himalaizmu już wtedy nie miała dla mnie tajemnic. Zwróciłam uwagę na
jednego z uczestników, zapamiętałam nazwisko: Piotr Morawski, szczerze mu współczułam, gdy pokazywano jego odmrożone
palce. I gorąco kibicowałam przy kolejnych wyprawach…
Kiedy z Simone Moro stanęli zimą na szczycie Shishy, z
równie mocno kibicującymi znajomymi przesyłaliśmy sobie SMSy, mejle czy
wiadomości na gg „shisha nasza!”. To było coś! Pokazał nam, że można, wystarczy
chcieć. Ze istnieją jeszcze ludzie, którzy mają w sobie tyle siły i odwagi, by
pokazywać innym, że to, co pozornie nieosiągalne, może jeszcze się spełnić.
Po powrocie z Shishy zaproszono go do antyradia. Wywiad
przeprowadzał, na żenującym poziomie zresztą, bodajże Tomek Kin. Zdał pytanie,
na ile sukces Piotra można porównać ze zwycięstwami Małysza czy Jędrzejczak.
Nie wytrzymałam, napisałam. Przeczytali wiadomość na antenie. Cieszę się, że to
dotarło do Piotrka. Bo był dla mnie kimś wyjątkowym.
Prelekcje, slajdy, wywiady, po cichu, anonimowo, poznawałam
go coraz bardziej, chłonęłam to, co miał do przekazania, powiedzenia.
Podziwiałam go za to, co robił w górach wysokich, szczerze kibicowałam, nie
mogłam się doczekać każdego powrotu tylko dlatego, żeby znowu móc słuchać jego
opowieści, oglądać jego fantastyczne fotografie i podziwiać go, jako
wartościowego człowieka i fajnego faceta.
W końcu przestał być dla mnie człowiekiemz piedestału, nieznanym idolem, bohaterem,
stał się, nie wiadomo jak i kiedy, kimś bliskim, z kim można pogadać chwilę po
slajdach w klubie. Kto stoi przed Tobą, i trzymając na rękach swojego syna,
wspaniałego Ignacego z psychodelicznymi zabawkami od wujka, opowiada, jakim
fantastycznym krajem jest Iran i jak bardzo podobało się tam jego żonie. I jak
on się cieszy z tych jej wrażeń, jak bardzo są dla niego ważne. Z Ignacem na
rękach, wierną kopią ojca..
A teraz tego ojca już nie ma, został w wiecznych śniegów
skarbnicy. I nie ma już tego człowieka. Zdawał się być nieśmiertelny,
niezniszczalny. Wszyscy, tylko nie on! Ale góry zrobiły swoje. Wolały mieć go
tylko dla siebie. Jego śmierć boli, tym bardziej, gdy ma się przed oczami
Ignasia. Ilekroć się spojrzy na tego chłopca, widać w nim Piotra. Boli, bo
uświadamia, że to dopiero pierwsza górska śmierć w moim dorosłym życiu, a
znajomych – ryzykujących i zatracających się w górach – tak wielu… Kto
następny?
"Autorka sięgnęła po ciekawy temat dotyczący rytuałów przejścia w literaturze fantasy na przykładzie twórczości Andrzeja Sapkowskiego i Ursuli le Guin. Punktem wyjścia jest dla niej określenie zakresu semantycznego i klasyfikacja rytuałów przejścia. Bierze pod uwagę rytuały inicjacyjne, magie, imię i słowo magiczne. Z powodzeniem stara się prześledzić związki rytuałów z wierzeniami i obrzędami kultur pierwotnych. Praca przynosi wiele ciekawych spostrzeżeń związanych z rozpoznaniem istoty fantasy, wyjątkowością tej literatury i jej synkretycznego charakteru".
"Praca samodzielna i dojrzała, stanowi oryginalne i przemyślane ujecie fantastyki. Autorka wskazuje na obecne w strategii ideologicznej oraz w założeniach kompozycyjnych i sekwencjach fabularnych schematy i motywy inicjacyjne. Przykłady znajduje w twórczości klasyków gatunku: Ursuli le Guin i Andrzeja Sapkowskiego. Omawiane są głównie rytuały inicjacyjne, ale również te związane z tabuizacja imienia, wiara w magiczne moce słowa itd. Związek fantasy z kultura pierwotna, zasadnicza teza rozprawy, został wykazany poprawnie".